mikołaj na rowerze case study

Projekt Mikołaj na Rowerze, czyli od pomysłu do realizacji w 24 godziny

Ludzie mają dużo pomysłów, a w zasadzie dużo o nich mówią. Jednak efektów nie osiąga się przez mówienie o tym, co chce się zrobić, tylko poprzez robienie tego.

Dlatego dziś zapraszam Cię na małe case study inicjatywy społecznej pn. “Mikołaj na Rowerze”, utworzonej w 24 godziny od pojawienia się pomysłu.

Wyjaśnię Ci, skąd wziąłem pomysł na projekt, jakie rezultaty chciałem osiągnąć, z jakimi wyzwaniami się mierzyłem i jakie działania podjąłem, aby sobie z nimi poradzić. Przedstawię Ci także rezultaty, jakie ostatecznie udało się osiągnąć.


Streszczenie

Projekt: Mikołaj na Rowerze
Problem:
Zdalna praca i edukacja oraz kwarantanny domowe utrudniają przekazywanie sobie prezentów.
Cel: Dostarczyć prezenty od osób, które nie mogą zrobić tego samodzielnie.
Czas realizacji: 01-21.12.2020 (w tym okres przygotowania 01-02.12.2020)
Miejsce: Kraków i okolice
Budżet:
12,16 zł
Rezultaty:

  1. 30 dostarczonych prezentów.
  2. Około 400-500zł uzbierane na remont rowerów dla domów z domu dziecka.
  3. Upominki, słodkości i napiwki otrzymywane zarówno od obdarowujących, jak i obdarowanych.

Pomysł i cele

Skąd w ogóle pomysł na tego typu inicjatywę? Zazwyczaj pomysły na projekty biorą się z dostrzeżenia pewnego problemu i chęci jego rozwiązania. Nie inaczej było i tym razem.

Wszystko zaczęło się za sprawą mojej kuzynki Ani, która pod koniec listopada zapytała na Facebooku, czy ktoś jest w stanie dostarczyć urodzinowy upominek jej przyjacielowi. Zgłosiłem sie do zadania i okazało się, że przeszkodą w samodzielnym przekazaniu prezentu była nałożona kwarantanna.

Zadanie oczywiście wykonałem, ale po powrocie do domu, myśląc o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia, zacząłem się zastanawiać:

Przecież w tym roku sporo osób może być w podobnej sytuacji. Ludzie przebywają na kwarantannach, ograniczają kontakty społeczne. Z drugiej strony firmy kurierskie i pocztowe mają wzmożony ruch i chociaż często gwarantują dostawę przed świętami, to nie ma pewności, że przesyłka trafi do adresata we właściwym terminie”.

Tego samego dnia, wieczorem nadarzyła się świetna okazja, żeby temu zaradzić. Zaproponowałem znajomym z AEGEE-Kraków, urządzającym sobie wymianę prezentów w ramach Secret Santa, że nie muszą wysyłać swoich przesyłek do odbiorców w Krakowie. Że ja odbiorę je i dostarczę za darmo.

Nie wiedziałem jaki będzie tego efekt, ale kilka dni później dostałem 2 pierwsze zgłoszenia.

I wtedy mnie olśniło!

Przecież mam rower, trochę wolnego czasu i ochotę, żeby zrobić coś dobrego dla innych. Mogę rozszerzyć ten pomysł, ogłosić to publicznie iodbierać prezenty od osób, które boją się, albo nie mogą wychodzić z domu, a potem dostarczać je do obdarowanych.

Miałem ku temu co najmniej 5 powodów:

  1. Lubię jeździć na rowerze, a w tym roku miałem z tym biedę i mogłem nadrobić trochę kilometrów.
  2. Mogłem zobaczyć się na żywo ze znajomymi, których już dawno nie widziałem.
  3. Mogłem wywołać uśmiech na twarzach ludzi, których totalnie nie znałem.
  4. Mogłem wnieść trochę optymizmu w życie innych na koniec tego pandemicznego roku.
  5. Mogłem wypromować rower, jako szybki środek transportu w mieście.

Działania

Pracując w Fundacji Poland Business Run nauczyłem się, że systemowe problemy, wymagają systemowych rozwiązań. Natomiast te, pojawiające się nagle i niespodziewanie, wymagają błyskawicznego działania. Dlatego, mając w głowię te wszystkie „grzeczne dzieci”, czekające na świąteczne prezenty, przystąpiłem od razu do działania.

Decyzja zapadła 1 grudnia. Czasu było mało, więc od razu zakupiłem domenę mikolajnarowerze.pl i w nocy z 1 na 2 grudnia stworzyłem stronę internetową. Może nie jest to najpiękniejsza strona internetowa, jaką stworzyłem, ale stosując się do zasady „done is better than perfect” oraz macierzy ograniczeń projektowych, gdzie nienegocjowalnym aspektem był tu czas, jakość musiała być dostosowana do ograniczonego czasu.

Chciałem, żeby akcja miała trochę większy impakt społeczny, a jednocześnie wiedziałem, że niektórzy ludzie będą chcieli się odwdzięczyć – taka już nasza przypadłość, że trudno jest nam przyjąć bezinteresowną pomoc.

Dlatego znalazłem, zweryfikowałem i nawiązałem kontakt z Fundacją Wielka Radość na Małych Kółkach, która remontuje i przekazuje rowery dla dzieci z domów dziecka. Na stronie zachęcałem do wpłat na zbiórkę prowadzoną przez tę Fundację.

2 grudnia opublikowałem informację o pomyśle na swoich kanałach w social mediach i przypomniałem jeszcze raz 10 grudnia. Poza tym nie prowadziłem żadnych działań promocyjnych.

Starałem się natomiast, żeby zgodnie z zasadą, którą usłyszałem kilka lat temu od dyrektora kreatywnego agencji VML, „dać ludziom temat do rozmów”. Chodzi o to, że z jednej strony wyjątkowość pomysłu, a z drugiej szybkość dostarczania przesyłek, na której mi zależało i do której przykładałem sporo uwagi, żeby te powody stały się pretekstem do opowiedzenia o pomyśle innymi przez ludzi, którzy się z nim zetknęli.

Rezultaty

21 grudnia dostarczyłem ostatni z 30 prezentów. 30 prezentów w 20 dni to wynik, który absolutnie mnie satysfakcjonuje. Na początku przewidywałem, że to może być około 20 paczek, ale jedna firma (pozdrawiam serdecznie) zdecydowała się przesłać za jednym razem większą ilość.

Poniżej możesz zobaczyć, w jakie miejsca Miasta Królów Polskich (i okolic) udało mi się dotrzeć.

miejsca

Niestety zrzutka.pl udostępniła opcję tworzenia osobnych skarbonek do zrzutek, dopiero po rozpoczęciu akcji, więc nie jestem w stanie dokładnie określić, jaką kwotę wpłacono na Fundację Wielka Radość Na Małych Kółkach za pośrednictwem Mikołaja na Rowerze. Będzie to jednak kwota około 400-500 zł.

Najbardziej jednak zależało mi na rezultatach miękkich, w szczególności dostarczeniu pozytywnych wzmocnień ludziom, zmagającym się z nowym, pandemicznym stylem życia. Myślę, że to się udało. Ludzie cieszyli się z niespodziewanych upominków.

Nawet przypadkowi przechodnie czasami uśmiechali się na mój widok. Jak ten starszy Pan, który zatrzymał się przy mnie i przez chwilę przyglądał surowym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć: „O! Kolejny pajac!”, ale zamiast tego uśmiechnął się i rzekł: „Fajna czapka!”.

Przy okazji odbierania i rozwożenia prezentów, spotkałem się z osobami, których nie widziałem od kilku(nastu) miesięcy. Z niektórymi wymieniłem kilka zdań, z dwoma wypiłem herbatkę, a u jednej naładowałem telefon. Nie wspominam już o upominkach, słodkościach i napiwkach (wpłaconych w 100% na zbiórkę), którymi byłem cały czas obdarowany.

Po całym tym okresie alienacji społecznej, to było super doświadczenie. Bardzo dziękuję każdej z tych osób.

Podsumowanie

Jak widzisz, tworzenie oddolnych inicjatyw społecznych nie zawsze wymaga ogromnych zasięgów i grona współpracowników. Czasami wystarczy, że masz pomysł i trochę wolnego czasu, żeby się w niego zaangażować.

Projekt nie musi odbić się echem na drugim krańcu Polski, czy kraju. Wystarczy, że sprawisz uśmiech na twarzy jednej, kilku czy kilkunastu osób. Czasami jest to bardzo dużo dla obdarowanych i wystarczająco dużo dla inicjatora, robiącego wszystko samemu w ramach ostatnich skrawków swojego wolnego czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *