Nie można być dobrym we wszystkim. A czemu niby nie?

Kiedy dorośli pytają dzieci, kim chciałyby być w przyszłości, zazwyczaj oczekują konkretnej odpowiedzi, np. strażakiem, policjantką, cukiernikiem czy kombajnistką.

Później przez cały okres swojej edukacji, aż do wejścia na rynek pracy, młodzi ludzie poruszają się jednym torem. Niekoniecznie tym samym, bo preferencje mogą się zmieniać w czasie, jednak etap nauki ma się zakończyć osiągnięciem konkretnej profesji.

Życie uczy nas, aby dążyć do bycia ekspertem w jednej, wąskiej dziedzinie.

Jednak wystarczy popatrzeć na listy marzeń (tzw. bucket list) różnych ludzi, którzy udostępniają je publicznie (np. Michał Maj, Alina Szklarska, Michał Maruszak, czy prekursor bucket list – John Goddard), aby zobaczyć, że marzenia ludzi są znacznie, znacznie szersze.

W ciągu swojego życia chcą być jednocześnie alpinistami i płetwonurkami, muzykami i poliglotami, biegaczami długodystansowymi i autorami książek, podróżnikami i ogrodnikami, chcą zgłębiać starożytne filozofie i polecieć w Kosmos. Jednym słowem, chcą być dobrymi we wszystkim.

Dlaczego więc oczekujemy od siebie określenia 1 dziedziny, w której będziemy dobrzy?

Zrób sobie takie proste ćwiczenie:

Jeśli masz już więcej niż dwadzieścia kilka lat i zarabiasz swoje własne pieniądze, spróbuj nazwać wszystkie wąsko sprecyzowane zawody, za wykonanie których ktoś był Ci w stanie kiedykolwiek zapłacić.

Ja mógłbym powiedzieć, że w ostatnim czasie byłem autorem, logistykiem, badaczem, szkoleniowcem, monterem, serwisem IT, eventowcem, obsługą klienta, menedżerem, wydawcą, WordPress ninja, analitykiem danych, koordynatorem, kierowcą, ogrodnikiem, copywriterem, sprzedawcą, grafikiem, portierem, kurierem rowerowym i Bóg wie, kim jeszcze.

Kiedy ktoś mnie pyta: „Czym się zajmujesz?”, to dostaję spazmów, bo nigdy nie wiem, co akurat przemycić w moim elevator pitch.

Żeby była jasność – nie uważam się za eksperta w żadnej z tych dziedzin, jednak jestem w nich na tyle dobry, że ktoś jest skłonny mi za to zapłacić.

Pomyśl teraz: czy chcesz, aby Cię definiowano przez pryzmat jednej rzeczy lub jednej umiejętności?

Zawsze mam problem z tym, że ktoś pyta mnie: „Hej, to ty jesteś tym człowiekiem, który przebiegł maraton tyłem?”. Jestem bardzo dumny z tego osiągnięcia i zawsze jest mi miło, kiedy ktoś o to pyta, ale potem myślę sobie: „Hej! To było 5 lat temu! Czy przez ostatnie 5 lat nie zrobiłem nic godnego uwagi?”.

Nie jesteśmy młotkiem, który służy tylko do wbijania gwoździ, ani śrubokrętem, który służy tylko do wkręcania śrubek. Nie jesteśmy jak narzędzia. Jesteśmy skrzynią na narzędzia, w której możemy skolekcjonować dowolny ich zestaw.

Oczywiście niektórych będziemy używać częściej, a innych rzadziej, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby mieć je w swoim posiadaniu. To, że jesteś księgową, nie musi oznaczać, że nie możesz prowadzić taboru kolejowego (przepraszam za przykład, ale piszę ten wpis, jak wiele na tym blogu, jadąc pociągiem). It’s up to you! – jak mawiają amerykanie.

Możesz próbować osiągnąć doskonałość w jednej dziedzinie, ale możesz też zostać prawdziwym humanistą i być wystarczająco dobrym we wszystkim.

Obie drogi mają swoje plusy i minusy. Obie drogi wymagają włożenia wysiłku. Która Cię bardziej przekonuje? Odpowiedź pozostawiam Tobie, czy jak mawiają na Podlasiu – dla Ciebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *